Jak naprawiłem formę i założyłem biznes

Jak naprawiłem formę i założyłem biznes

Grzesiek był inżynierem w śląskiej fabryce. Do jego zadań zawodowych należało głównie pilnowanie ciśnienia i temperatury wtrysku przy odlewaniu klocków z gumy. Zadanie po jakimś czasie mało wymagające i nużące, powodowało, że Grzesiek chciał zrezygnować z tej pracy i szukać czegoś innego. W jego pracy nic się nie działo, a on był ambitny i chciał się rozwijać.

Czy opłaca się naprawiać formy wtryskowe?

naprawa form wtryskowychPewnego razu jego fabryka stanęła, doszło do niego, że formy na siebie nie zarabiają, główna się właśnie popsuła, a on dostał wypowiedzenie. Był zszokowany, bo sytuacja zaistniała z dnia na dzień. W ogóle się tego nie spodziewał. Poszedł do swojego byłego szefa, ale ten powiedział, że firma jest nierentowna, że nie opłaca mu się naprawiać głównej formy, on to zostawia i wyjeżdża do Szwajcarii. Grzesiek długo się zastanawiał nad tym co usłyszał od szefa. Wiedział, jakie błędy są popełniane w fabryce. Widział kształtki, nie w tych miejscach gdzie powinny być, widział za rzadkie granulaty. Zadzwonił do kolegi ze studiów i zapytał ile kosztowałaby naprawa form wtryskowych i czy jest w ogóle opłacalna. Na drugi dzień zrobił wywiad gospodarczy, a na trzeci poszedł do banku. W czwartym udał się na rozmowę z byłym szefem i odkupił od niego firmę. Miał patent. W ciągu kilku dni naprawiono formy i trochę je zmodyfikowano. Grzesiek dopilnował by teraz ciśnienie i temperatura nie były bliskie granicznych wartości. Jego produkcja ruszyła. Po tygodniu miał pierwszą partie materiału. Po dwóch tygodniach ją sprzedał.

Nie cieszył się jeszcze, bo wiedział, że jest za wcześnie. To, że sprzeda towar nie znaczy, że nie wróci do niego reklamowany. Faktoring również robił swoje. Poczekał pół roku i dopiero, gdy na jego koncie było saldo dodatnie wiedział już, że osiągnął sukces. Tym razem naprawa się opłacała.